30.01.2017

#19 (How I learned English?)


Jak zwykle nie było mnie tutaj dobrych parę miesięcy, jednak pod napływem weny i (szczerze mówiąc) feriowej nudy, postanowiłam coś naskrobać. Pozostał tylko wybór tematu. Stwierdziłam, że pisanie o tym co się u mnie działo, byłoby zbyt nudne i monotonne, więc jako temat przewodni wybrałam angielski. A raczej jak w ciągu ok. roku samodzielnie podniosłam jego poziom z bardzo niskiego do takiego, że wiem co piszę i mówię, jak powinnam to pisać i mówić oraz rozumiem o czym słucham bądź czytam. Sama nie potrafię profesjonalnie określić swojego stopnia "wtajemniczenia" w ten język. Nazwałabym go raczej średnio zaawansowanym.W każdym bądź razie, nie mam problemów z porozumiewaniem się czy wszelakimi pracami pisemnymi w szkole. 

                                      W jaki sposób mi się to udało?



Po pierwsze- musisz zacząć. Potrzebna będzie tu motywacja, ale w tej kwestii jej zdobycie nie jest aż tak trudne. Wystarczy pomyśleć o tym, ile otworzy się przed nami możliwości.
W bliskiej przyszłości: 
-bezproblemowo dogadamy się będąc zagranicą, bądź gdy przypadkowy przechodzień (obcokrajowiec) spyta nas o drogę do najlepszej restauracji w mieście;
-język angielski jako przedmiot stanie się dla nas czystą przyjemnością. Z lekcji na lekcję będziemy umieć coraz więcej, a więc z łatwością przyjmiemy do głowy szkolny materiał. Oceny i punkty na wszelakich testach (np. gimnazjalnych, gdzie każdy procent się liczy przy składaniu papierów do wymarzonej szkoły) polecą w górę;
-w internecie zrozumiemy więcej rzeczy. Nie ważne czy chodzi o zwykłego mema czy dłuższy filmik, który wysłał nam kolega na messengerze. Nie będziemy już musieli udawać, że coś nas bawi, po prostu samo nas rozbawi;
-przy szukaniu filmu, który niedawno leciał w kinach, nie będziemy musieli przejmować się czy jest on w języku angielskim czy polskim. Hollywoodzkie dzieło obejrzymy przed wszystkimi znajomymi.
W dalszej przyszłości:
-będziemy lepiej postrzegani przez przyszłych pracodawców. Języki przydają się teraz w każdej pracy;
-otworzą się przed nami drzwi do pracy i mieszkania zagranicą;
-nie będziemy mieli problemów przy rezerwowaniu wakacji za granicami naszego kraju.

Mamy już motywację, a co dalej? Jak wziąć się do roboty?


Na swoim smartfonie zainstaluj jedną z wielu aplikacji pomagających w nauce języków. Od siebie polecić mogę z całego serca duolingo.Po założeniu konta lub zalogowaniu się przez facebooka, będziesz mieć do wyboru dwie opcje- test sprawdzający twoje umiejętności,bądź zdobywanie wiedzy od podstaw. Przy języku angielskim wybrałam pierwszą opcję, natomiast przy norweskim drugą. To tylko parę minut dziennie, a niezwykle pomaga. Nauka poprzez takie aplikacje to czysta przyjemność.


Notuj. Rozpisuj sobie nowo poznane czasy. Wypisuj słówka, które sprawiają ci problem. Korzystaj z kolorów, cienkopisy przyciągną twoją uwagę. Warto podzielić zapis na dwa kolory- jeden, którym będziesz pisać w języku polskim i drugi, którym będziesz pisać w języku angielskim. 


Gdy zaczniesz rozumieć podstawowe czasy i czasowniki, zmień język w telefonie i innych urządzeniach na angielski. Stanie się wtedy częścią twojej codzienności.



Oglądaj filmy, seriale i najróżniejsze programy po angielsku z polskimi napisami. Z seriali przedstawiających życie codzienne oraz filmików na youtube, nauczysz się prostego, komunikatywnego języka. Warto obejrzeć seriale od MTV- Awkward. i Faking it. Obydwa mnie wciągnęły i obydwa sporo mnie nauczyły. Dla totalnych podstaw opłaca się oglądać bajki i kreskówki, w końcu tworzy się je dla dzieci.


Zajrzyj na strony internetowe, takie jak http://www.angielski.nauczaj.com/ czy http://www.ang.pl/. Dzięki nim zrozumiesz najróżniejsze czasy oraz poznasz nowe słownictwo.




 Skorzystaj z omegle. Pomimo wielu niecenzuralnych obrazków, można trafić tam na super ludzi z całego świata. Z zależności od tego co wolisz- możesz z nimi pisać bądź rozmawiać. Każda z tych opcji jest przydatna, w końcu praktyka czyni mistrza. 



W kwestii praktyki- korzystaj ze wszelkich możliwości rozmowy w języku angielskim. Przede wszystkim najróżniejszych wyjazdów, takich jak: Euroweek (na którym sama byłam we wrześniu i miło wspominam ten czas) oraz dłuższych pobytów zagranicą w ramach innych projektów (np. Erasmus, wymiany międzynarodowe). 



Pozostaje mi tylko życzyć ci good luck i jednej bardzo ważnej rzeczy- nigdy się nie poddawaj. Każdy z nas popełnia błędy, w końcu nikt nie jest idealny, a uczymy się całe życie.






28.08.2016

#18 (Looking for elephants)



Zamiast postu- na youtube wleciał pierwszy vlog.
Spójrzcie na niego z małym przymrużeniem oka, a w komentarzach możecie pochwalić się swoimi wakacyjnymi przygodami.

btw. Szykuję dla was aktualizację posta, który bardzo spodobał wam się na moim poprzednim blogu. Ktoś podejrzewa o którym mogę mówić?

15.06.2016

#17 (Holidays So Close)



I tak oto minęło już prawie 10 miesięcy roku szkolnego 2015/2016. Osobiście mogę stwierdzić, że czas ten będę wspominać z uśmiechem na twarzy. Choć wiele osób uważa drugą klasę gimnazjum jako zdecydowanie trudny okres, pełen nauki i zamartwiania się o oceny, ja określę go mianem jednego z łatwiejszych. Bez większych starań uzyskałam średnią najlepszą w mojej "historii". Pozostaje trzymać kciuki, aby ostatnia klasa tej szkoły oraz całe liceum minęło mi równie dobrze i bez problemów.
Szkoła szkołą, ale co z wakacjami? Wyczekiwanymi przez cały ten czas? 
Bez większych planów.
Przede wszystkim chciałabym spotkać się z wszystkimi osobami, z którymi powinnam już zrobić to dawno. Pomimo wielu weekendów, czasu okazuje się za mało.
Lato co roku wiąże się u mnie z poznawaniem wielu nowych osób, mam nadzieję, że również w tym się nie zawiodę. Dwutygodniowy obóz wydaje się być idealną okazją do spełnienia tego podpunktu.
Słowami piosenki Remady&Manu-L: "I'm gonna celebrate the best time of the year."
Dla mnie te wakacje będą momentem przełomowym w życiu, ale czy w pozytywnym sensie? Okaże się. Na razie jestem sceptycznie nastawiona.




Pozostawiam was z czarem oraz garstką wspomnień wakacji 2015 i pytaniem: jak wyglądają wasze przygotowania i plany na lato?












16.03.2016

#16 (fifteen)


"Keep calm and be crazy, laugh, love and live it up 
because this is the oldest you've been and the youngest you'll ever be again."

I tak oto minęło 15 lat mojego życia- szybko. 
Niewątpliwie stwierdzam, że były to bardzo udane lata. Wiele obozów, dłuższych i krótszych wyjazdów. Wspaniali przyjaciele. Większe i mniejsze sukcesy, które za każdym razem niezwykle cieszyły.  Zawody, osobiste rekordy. Spełnione marzenia. Zmieniający się gust i zainteresowania. Wegetarianizm, sporo kebabów. Upadki i wzloty. Nowa szkoła. Trochę biegania, tańczenia, przede wszystkim dobra zabawa.
Choć wydaje się, że przeżyłam już wiele, wiem że to dopiero rozgrzewka. Przede mną trudne wybory, słodka szesnastka, czy zobowiązująca osiemnastka. Potem studia, rodzina... Dlaczego ten czas tak szybko leci? Wydaje się że jeszcze wczoraj narzekałam na sprawdzian z przyrody czy brak nowych odcinków ulubionego serialu "Hannah Montana". Nie mam żadnego pomysłu na przyszłość. Mieszam się między wieloma kierunkami czy zawodami. Sama nie wiem co przy wyborze pracy będzie dla mnie najważniejsze. Przede wszystkim w życiu nie chcę się nudzić...i to chyba tyle. W końcu jesteśmy młodzi, za parę lat drobne potyczki będziemy wspominać z uśmiechem na twarzy. Beztroskie lata spędzone w gronie przyjaciół, osób które potrafią cię zawsze rozśmieszyć i pocieszyć w trudnych chwilach. To właśnie oni powinni być najważniejsi, w czasie gdy jesteśmy nastolatkami popełniającymi wiele błędów. 


26.01.2016

#15 (Make Your Dreams Come True)


Postanowiłam zadać kilku osobom jedno proste pytanie.
Czym są dla ciebie marzenia?


Odpowiedzi jak widać, były różne. Powiedziałabym, że skrajne. A dlaczego? 
Przede wszystkim każdy z nas jest inny. Stawiamy sobie poprzeczkę bardzo wysoko, bądź marzeniami nazywamy rzeczy "przyziemne". Dla jednych definicja tego słowa to coś wręcz niemożliwego, a dla innych coś do czego trzeba dążyć, trzecie grono nazywa tak przedmiot, na który od dawna odkłada pieniądze do swojej różowej świnki z dziurką u góry. Do jednej grupy zaliczymy wyjazd do Paryża czy Włoch, dobrze płatną pracę, najpopularniejszy model sneakersów bądź Hanię z drugiej B. Tak, naszym pragnieniem można też nazwać osobę, a raczej uczucia i chwile z nią związane. Przykładowa Hania z drugiej B jest marzeniem Antka z drugiej C, a raczej ich spełnieniem, od kiedy zatańczyli razem po raz pierwszy podczas połowinek. A po czym to rozpoznamy? Po szerokim uśmiechu na jego twarzy, róży leżącej na krześle dziewczyny i lekko spoconych dłoniach chłopaka. 
A czym są dla mnie? Szczęściem. Momentem na który czekamy od dawna, lecz nie zawsze robimy cokolwiek w jego kierunku. Marząc o napisaniu własnej książki, siedzimy przed konsolą zamiast poruszyć wyobraźnią i odpalić Worda. Czekamy aż wszystko samo się zrobi, a warto czasem zaryzykować.
Jakie są moje marzenia?
Wolę o nich nie mówić, bo wtedy podobno się nie spełniają. 
Zdradzę wam tylko, że jedno spełniłam w zeszłym roku, kiedy po raz pierwszy (i mam nadzieję, że nie ostatni) zobaczyłam na żywo ekipę swojego ulubionego programu- Top Gear. Clarkson, Hammond i May na żywo okazali się być równie zabawni co na ekranach telewizorów. Podobno najlepszym momentem w życiu jest zamienianie pragnień w rzeczywistość, a ja patrząc wstecz do 24 października mogę to tylko potwierdzić.